Zobacz wyniki ankiety: Która praca według Ciebie zasługuje na laureata?

Głosujących
51. Ankieta zamknięta
  • 1

    2 3.92%
  • 2

    3 5.88%
  • 3

    15 29.41%
  • 4

    20 39.22%
  • 5

    5 9.80%
  • 6

    4 7.84%
  • 7

    2 3.92%
Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 15 z 40
Wątek: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!
  1. #1
    Zbanowany
    Dołączył
    23 Dec 2011
    Posty
    954
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 388
    Podziękował(a)
    0
    Podziękowań 2 w 2 postach

    Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Witajcie, witajcie.

    Jak obiecałem dzisiaj zostaną poddane przez Was i kadrę do głosowania prace literackie naszych użytkowników. Oczywiście nazwy userów zachowamy dla siebie i nikt nie będzie aktualnie wiedział do kogo należy praca, ponieważ wybierać będziemy najlepszą! :)
    Praca, która otrzyma najwięcej głosów zdobędzie nagrodę główną i dopiero wtedy ujawnimy nick tej osoby, która wygrała.

    Dobra nie będę owijał tylko oto są prace naszych użytkowników na, które możecie głosować.



    Praca numer 1.
    Cytat:
    Tron Dergenafu i zapanuje nad królestwem które Dherol tak bardzo kochał, ostatnie tchnienie króla wlało w niego zupełnie nowe siły. "Teraz gdy nie ma króla, to ja zostanę władcą!" Wszystkie myśli Negrana podążały w stronę objęcia władzy. Jego matka Magora, mądra i szanowana pośród czarnych charakterów czarownica nieraz mówiła mu, że władza zdobyta siłą prędzej czy później straci swą moc, Negran pochłonięty przez emocje rzucił się na matkę, próbując zabić ją, bowiem jego serce zostało zaślepione rządzą władzy. Udało mu się, dokonał zabójstwa na własnej matce. W jego oczach dało się dostrzec obłęd.

    Wieczór zapadał, słońce opadało za góry, odbierając resztki światła dziennego. Jedyne co można było zobaczyć tego wieczoru, to stada kruków odlatujących od wieży Negrana, wszyscy włącz z mieszkańcami Dergenafu wiedzieli, że stało się coś niedobrego. Mieszkańcy mimo żałoby starali się wrócić do swoich obowiązków, wszyscy bowiem zapomnieli o synu króla, Morinie, który znajdował się właśnie na misji którą powierzył mu król. Gdy wrócił, był uradowany, bo misja się udała. Nie wiedział bowiem, że jego ojciec nie żyje. Gdy się dowiedział, zabolało go serce. „Jak śmiałeś mnie zostawić, dlaczego teraz?” Krzyczał ze łzami w oczach. Morin bowiem był za młody by objąć tron, więc władze przejął jego wuj Khalif.

    W wieży Negrana panowała dziwna cisza, ciało jego matki wyparowało w ostatnich promieniach słonecznych wczorajszego dnia. Teraz nic nie stało na przeszkodzie, by został władcą tej krainy.
    Więc wyruszył w drogę zostawiając przeszłość za sobą. Wtargnął razem z armią swoich szczuro-ludzi, zwanych Nigganami do Dergenafu zabijając każdego, kto się przeciwstawi. Po zlikwidowaniu wszystkich, którzy mogliby zaszkodzić jego panowaniu w tym zamku, zajął się synem króla, rozkazał zrzucić go z klifu znajdującego się niedaleko zamku, a jego służkę poćwiartować i dać Nigganom do pożarcia.

    Mijały dni, królestwo opanowane przez Negrana staczało się coraz bardziej ku ciemności. Teraz w zamkach panowała ponura atmosfera i praca z przymusu. Buntownicy po walkach z Nigganami znaleźli chłopaka, był to Morin, słaby, odwodniony i głodny. Zabrali go ze sobą i napoili. Gdy już odzyskał siły został buntownikiem. „Miałeś nie małe szczęście, szczeniaku”, to zdanie obijało mu się o uszy gdzie tylko nie poszedł w osadzie buntowników. Obóz buntowników nie był jednak takim miejscem na jakie wyglądał, panował w nim Karin, który był bękartem królowej. Gdy usłyszał, że Morin jest w wiosce, nakazał go wypędzić.

    Morin zagubiony w lesie pałętał się między drzewami w poszukiwaniu ścieżki, lecz trafił na coś zupełnie innego. Stara drewniana chata, z której było słychać dziwne dźwięki przypominające stukot końskich kopyt. Morin wszedł do niego z nadzieją, że dostanie tam pożywienie. Nie spodziewał się wtedy jak bardzo się mylił. Gdy otworzył drzwi, starsza pani strasznym głosem powiedziała „On, który wyzwoli świat obrośnięty nienawiścią i złem właśnie wkroczył”. Morin zmieszany zapytał, czy uraczy go ona jedzeniem.
    Ta dała mu pożywienie, oraz zaproponowała zaklęcie miecza czarem pozwalającym przebić wszelkie magiczne bariery. Morin się zgodził, lecz gdy zaczęła swój rytuał zaczęła się jeszcze bardziej starzeć.
    Gdy skończyła, wypowiedziała zaklęcie po czym upadła zimna na ziemie. Ona nie żyła, lecz miecz morina świecił blaskiem jej życia, które posiadało wielką moc magiczną. Morin wiedział, że jest już gotowy na walkę z Negranem.

    Wynajął kilku najemników za pieniądze znalezione w chatce czarownicy, po czym wyruszył na podbój zamku Dergenaf. Droga była ciężka, prawdopodobnie Negran wiedział, że właśnie idą po niego buntownicy oraz prawowity władca. Po drodze do zamku musieli pokonać wielu przeciwników, lecz trolle, orkowie i pająki to za mało by zatrzymać naszych dzielnych wojowników. Wszyscy bezpiecznie dotarli do zamku, lecz okazało się ze otacza go bariera, i tylko ktoś dzierżący miecz Morina może przez nią przejść.
    Morin podziękował przyjaciołom, po czym postanowił sam stawić czoła Negranowi. Pokonywał strażnika za strażnikiem aż dotarł do jego komnaty. Gdy wszedł zobaczył Negrana śmiejącego się ze swojej władzy.
    „Jestem niepokonany!”. Właśnie to krzyknął Negran w stronę Morina. Morin z wściekłością rzucił się na Negrana. Walczyli długo, Negran nawet przy pomocy magii nie mógł zabić Morina. Oboje byli wykończeni walką, jeśli nie zakończyłaby się ona wystarczająco szybko, prawdopodobnie padliby ze zmęczenia.
    Krew i pot spływała po czole Morina. Wiedział on, że musi zaatakować po raz ostatni, lecz z pełną mocą.
    Jeśli nie wygra, nie wiadomo kto uratuję świat. Pognał w stronę Negrana z wielką prędkością, wyglądało to tak, jakby nagle uzyskał jakieś magiczne moce. Zły mag także nie próżnował. Użył swego najsilniejszego czaru i próbował odeprzeć atak, lecz nie udało mu się. Miecz Morina przebił jego serce, sprawiając, że Negrana po raz pierwszy przeszył niewyobrażalny ból. „Czyli jednak masz serce.” To były ostatnie słowa Morina skierowane do Negrana. Ten opadł na ziemię i umarł.

    Morin został okrzyknięty bohaterem. Na jego cześć powstawały posągi, a wieśniacy oddawali zapasy na jego cześć. Morin został królem. Stłamsił on bowiem bunt Khalifa i całkowicie zapanował nad Fergonią.
    Wiedział jednak, że tak wielka władza to także wielka odpowiedzialność. Wszystko zakończyło się szczęśliwie, jednak kto wie, z czym przyjdzie mu się zmierzyć w przyszłości. Morin starzał się, i opadał z sił z biegiem czasu. Wiedział, że nie będzie miał już sił by bronić świata. Postanowił, że wbiję swój miecz w skale, z której nikt nigdy go nie wyciągnie. Było to jednoznaczne z tym, że siły zła nie dorwą go w swe ręce.
    Praca numer 2.
    Cytat:
    Była ciemna i cicha noc, fale leniwie odbijały się o burty statku nazwanego Muerte. Noc jak wiele innych, z tym, że nieco zimniejsza od pozostałych. Kapitan siedząc w swojej kabinie spisywał dziennik pokładowy. Muerte została wysłana w rejs w poszukiwaniu nowych lądów. Był to 39 dzień podróży. Panowała błoga cisza, którą zakłócało tylko lekkie trzeszczenie statku. Nagle rozległ się krzyk majtka, który stał na bocianim gnieździe. „Piraci! Widzę trzy pirackie statki!”. Kapitan wyszedł na mostek paląc swoją starą, wysłużoną fajkę, pogładził swoją gładką brodę i szepnął cicho do samego siebie:
    - Naiwni piraci. Czyżby po tylu latach jeszcze się nie domyślili, że taka garstka rozpadających się łajb to dla naszego okrętu obelga?
    Po czym zszedł na pokład i zaczął wydawać załodze rozkazy:
    - Zająć stanowiska bojowe! Wysunąć działa, chronić ładunek! Bandera na maszt! Uwijać się, jeśli nie chcecie przynieść mi wstydu!
    Na pokładzie Jednookiego, jak nazywała swojego kapitana załoga, zapanował chaos, kiedy wszyscy rzucili się do pracy nad przygotowaniem okrętu do walki. Zewsząd słychać było krzyki i trzaski, kiedy potężne działa zostały wytoczone z obu burt statku, a kilku korsarzy wiozło na drewnianych wózkach wielkie kule armatnie. To właśnie ze względu na niesamowitą siłę ataku Muerte był okrętem niepokonanym i siejącym panikę wszędzie, gdzie się pojawił. Niewielu było śmiałków, którzy odważyli się stanąć z nim burta w burtę, a jeszcze mniej takich, którzy wychodzili z tych potyczek żywi. Tylko kilku piratów przeżyło taką walkę, choć z pewnością ucieszyliby się bardziej ze śmierci niż ze spędzenia reszty życia w ciemnych lochach pod Wyspą króla Artura, do której przybija Muerte.
    Kiedy okręt był gotowy, wszyscy ze zniecierpliwieniem wpatrywali się w trzy statki, które zbliżały się powoli w ich kierunku, a na ich masztach powiewały czarne bandery z białymi czaszkami. Nagle jedna z łajb zaczęła powoli zawracać, po czym odpłynęła w tym samym kierunku, z jakiego przypłynęła, czym wzbudziła głośny śmiech wśród załogi Muerte. Kiedy pozostałe dwa statki zrównały się z ich okrętem, kapitan z mściwym uśmieszkiem wydał rozkaz ataku. Rozległy się wielokrotne strzały, a dym, który pojawił się wraz z wystrzałami, zmieszał się z gęstą mgłą, która nie wiadomo kiedy skróciła wszystkim pole widzenia i zasłonił całkowicie pole bitwy. Kiedy po kilku minutach zaczął opadać, ukazał niewiarygodny widok - okręt Jednookiego unosił się pewnie na wodzie, a po jego bokach rozpływały się szczątki statków jego wcześniejszych przeciwników. Sam kapitan rozkazał kilku korsarzom sprawdzenie czy którykolwiek z piratów przeżył. Jak się okazało kilka minut później, wszyscy agresorzy polegli. Jednooki uśmiechnął się lekko, poklepał pieszczotliwie ster i rzekł:
    - Dobra robota, Panowie. Odpocznijcie chwilę, a później rozłóżcie żagle. Już niedługo wrócimy do domu, a Wy...
    Nagle jeden z oficerów przerwał mu w połowie zdania:
    - Kapitanie, ktoś tu chyba o nas nie zapomniał. - powiedział, wskazując palcem za Jednookiego. Ten obrócił się na pięcie i wbił wzrok w okręt, który jeszcze niecałą godzinę temu uciekł, zostawiając Kamratów na pewną zgubę. Tym razem również nie był sam. Zaraz za nim, z mgły wyłonił się nagle potężny okręt z czarnymi żaglami z wielką smoczą głową wyciosaną na dziobie. Cała załoga Muerte opuściła bezradnie ręce, a majtek wyszeptał z przerażeniem:
    - Czarnobrody...
    - Kto? Czarnobrody? - zapytał niski brunet stojący obok niego. - Przecież on i jego łajba to tylko legenda.
    - Na Twoim miejscu nie byłbym tego taki pewien. Historia Czarnobrodego i Memento jest przerażająca, ale obawiam się, że prawdziwa.
    - Memento? Ten legendarny statek, który panuje w Trójkącie Bermudzkim? Myślałem, że te legendy są odrębne. Zresztą... Przecież nikt nigdy nie widział ani Czarnobrodego, ani tego okrętu, więc to jasne, że to tylko historyjka opowiadana przez żeglarzy.
    - Mylisz się. - wtrącił się barczysty czarnoskóry mężczyzna. - Memento widziało wiele osób, ale żadna nie przeżyła, więc to nie dziwne, że o nim nie opowiadali.
    - A Ty niby skąd możesz o tym wiedzieć, mądralo? - zaczepił go brunet.
    Zauważyli, że wszyscy, łącznie z kapitanem przysłu****ą się ich dyskusji.
    - Bo... Kiedyś byłem w jego załodze. - zwrócił się do kapitana - Miałem dość tego, że Czarnobrody nie szanuje żadnych innych okrętów i uciekłem razem z kilkoma innymi osobami. Niestety przeżyłem tylko ja, reszta zginęła podczas ataku, jaki przeprowadziła na nas załoga Memento. Kapitanie, radzę natychmiast zawrócić i starać się przed nim uciec. Obawiam się, że Muerte nie ma żadnych szans. Gdyby były dwie takie łajby, może udałoby się zatopić Memento, ale teraz możemy jedynie liczyć na to, że Czarnobrody zmienił nastawienie do innych i nie zaatakuje od razu. Ale to złudna nadzieja.
    Kapitan patrzył na czarnoskórego dłuższą chwilę, po czym powiedział powoli:
    - Racja. Wiem do czego jest zdolny Czarnobrody. Jedyną nieprawdą jaką wymówiłeś to fakt, że nikt żyjący do tej pory nie widział Memento. Ja widziałem. Tak, korsarze, nie wiecie o mnie wszystkiego. Zanim wstąpiłem do naszej kompanii byłem kapitanem jednego z najpotężniejszych pirackich statków. Znałem Czarnobrodego osobiście i muszę przyznać, że niezbyt się lubiliśmy. Przy naszym ostatnim spotkaniu, kilka tygodni przed wstąpieniem do kompanii, stanęliśmy do walki. Moja "Klątwa" poszła na dno, a ja straciłem oko. Od tamtej pory czekam na okazję żeby mu się odpłacić. Właśnie dlatego nie mam zamiaru się cofnąć, nawet gdybym miał popłynąć naprzeciw Memento sam. Mam do Was szacunek, Panowie, dlatego dam Wam wybór. Jeśli nie chcecie walczyć z Czarnobrodym, wsiądźcie do szalupy i odpłyńcie, póki jeszcze macie trochę czasu.
    Jednooki zamilkł i popatrzył z wyczekiwaniem na załogę, jednak żaden z jej członków nie ruszył się z miejsca. Do kapitana podszedł jeden z oficerów i rzekł:
    - Kapitanie, powiem za siebie i resztę załogi. Składaliśmy przysięgę bronić Muerte za wszelką cenę i zamierzamy słowa dotrzymać. Ile to już razy walczyliśmy ramię w ramię? Ile razy zatapialiśmy takie samozwańcze legendy, które poddawały się po pierwszej fali ataków? Wiem, że tym razem mamy naprzeciw siebie wroga naprawdę potężnego, ale teraz, Bóg mi świadkiem, postaram się za wszelką cenę dać Ci możliwość odwdzięczenia się Czarnobrodemu za utracony okręt i oko.
    Jednooki uśmiechnął się szczerze, rozglądnął po zaciętych twarzach reszty załogi i powiedział:
    - Zatem, moi Kamraci, płyniemy po chwałę! Załadować działa!
    Wszyscy zaczęli szykować się do bitwy śpiewając morską piosenkę.
    "...Na morzu szum, na horyzoncie bandera, piracki okręt to jest,
    Wtem słychać już armaty huk, piraci strzeżcie się..."
    Po chwili wszystko było gotowe, a okręt Czarnobrodego był już niebezpiecznie blisko Muerte.
    "...Na morzu szum, na horyzoncie bandera, piracki okręt to jest"
    Słyszeli już głos Czarnobrodego wydającego rozkazy swojej załodze.
    "...Wtem słychać już armaty huk, piraci strzeżcie się..."
    Metry dzieliły okręty do spotkania burta w burtę.
    "Piraci strzeżcie się..."
    Rozległ się potężny huk, kiedy działa wypaliły prawie jednocześnie, spowijając pole bitwy gęstą zasłoną dymu. Kiedy wreszcie opadł, oba statki nadal utrzymywały pion, choć miały wielkie dziury w kadłubach. Jednooki oddał dowództwo pierwszemu oficerowi, a sam złapał za linę i wskoczył na Memento. To był znak dla części załogi, która wzięła z niego przykład i rozpoczęła abordaż. Jednak załoga Memento uczyniła to samo, co spowodowało starcie niektórych osób jeszcze między okrętami. Jednooki ruszył w stronę Czarnobrodewgo, który uśmiechał się do niego złośliwie trzymając swoją szablę w dłoni. Zaczęła się walka, a między kolejnymi uderzeniami przeciwnicy zaczęli wyprowadzać się wzajemnie z równowagi.
    - Pozbawię Cię życia, tak jak pozbawiłem Cię oka! - krzyczał Czarnobrody.
    - Zgoliłbyś wreszcie tą brudną brodę, bo Cię postarza! - odwdzięczył się Jednooki.
    - Klątwę zatopiłem bez najmniejszego problemu, więc czemu Muerte ma być dla mnie lepszym przeciwnikiem? - warknął Czarnobrody.
    - Na Klątwie płynąłem bez połowy załogi, a Ty zaatakowałeś w nocy bez żadnego ostrzeżenia!
    Czarnobrody zaśmiał się.
    - Rozglądnij się, Jednooki. Zostałeś sam na moim statku, reszta uciekła jak szczury lądowe.
    Jednooki rozejrzał się dookoła, chociaż dobrze wiedział, że jego załoga opuściła Memento i wróciła na swój okręt. Spojrzał na Czarnobrodego i powiedział cicho:
    - Teraz jest inaczej. Kiedy zatopiłeś Klątwę obiecałem sobie na wszystkie skarby świata, że się zemszczę. - wycelował w niego szablę i dodał - Nadszedł dzień zapłaty, Czarnobrody.
    Po czym uniósł broń do góry i krzyknął najgłośniej jak potrafił:
    - OGNIA! - Rozległ się huk, a dym znów osłonił okręty. Tym razem jednak nie był tak gęsty i widać było dokładnie jak Memento powoli, jakby sam się przed tym bronił, zaczął przechylać się na lewą burtę. Załoga Muerte zaczęła wiwatować, oglądając to zjawisko. Zanim statek Czarnobrodego zniknął pod wodą, zauważyli jeszcze nieżywe ciała załogi Memento, a obok niej Czarnobrodego i Jednookiego, który zaplanował ten atak, aby uchronić swą załogę przed śmiercią. Pierwszy oficer Muerte, który teraz został kapitanem, wzniósł w górę butelkę rumu i krzyknął:
    - Za Jednookiego! Za człowieka, który poprowadził nas do zwycięstwa!
    Wszyscy podnieśli butelki i wypili za swojego kapitana...
    Praca numer 3.
    Cytat:
    Jeden z kupców, nie mogąc wytrzymać wówczas panującego napięcia z powodu niskich zasobów wody, bez zastanowienia rzucił się na przyjaciela. Beduini próbując ich rozdzielić, przez przypadek odkryli tajemniczy przycisk ukryty pod zaspami piasku. Jeden z nich nacisnął go, a wtedy zobaczył, że nie dalej niż trzy kroki od niego przesuwa się stalowa płyta. Do głowy przyszła mu tylko jedna myśl, skoro zgubili się na pustyni, muszą tam wejść, a może wtedy odnajdą coś co pozwoli im przeżyć.
    Spojrzał z pogardą na kupców, którzy walczyli ze sobą, jak zwierzęta o byt.

    Po chwili, krzyknął:
    - Głupcy, przestańcie się bić, zostawcie tutaj wielbłądy i podążajcie za mną, a może wtedy ujdziemy z życiem!

    Wycieńczeni kupcy, wiedząc, że tułaczka przez pustynię jest dla nich pewną śmiercią, nie zastanawiając się, podążyli za przewodnikami. W głębi jaskini było widać jedynie ciemność ,która nie miała zamiaru ustąpić promieniom pustynnego słońca. Podróżni zapalili pochodnie. Gdy szli w głąb jaskini, czuli znaczny spadek temperatury, ulgę, a zarazem niepokój w duszy, który wzrastał wraz z ich drogą ku ciemności. Mijały godziny. Wędrowcy błądzili bez wytchnienia, bez wiary w przyszłość, pośród ciemnych labiryntów. To co ich utrzymywało przy życiu to tęsknota za rodzinami. Właśnie wtedy jeden z kupców odwracając oczy w stronę ciemności powiedział:
    - Czas na odpoczynek. Zanim wyruszymy w dalszą drogę, musimy się przespać.

    Po krótkim, niespokojnym śnie, kupcy zaczęli się zbierać, mając nadzieje na odnalezienie czegoś, co pozwoli im przeżyć. Wyruszyli w dalszą drogę, ale ich nadzieje, że przeżyją, powoli malała. Ogarniał ich coraz większy niepokój. Na twarzach widać było przerażenie, ich źrenice zaczęły się powiększać, a całe ciało opanowały dziwne dreszcze. Widok jaki ujrzeli przeraziłby niejednego człowieka. Ludzkie kończyny porozrzucane pod nogami, dalej, głowy ponabijane na palach oraz, ogromna kałuża krwi, obraz ten przyprawiał o mdłości. Parę metrów dalej znajdowały się wielkie, półokrągłe wrota. Zabłąkani towarzysze, nie widzieli sensu, by wracać. Ze strachem zbliżali się ku potężnym drzwiom. Stali przed nimi niepewni dalszych chwil, aż zebrali się na odwagę. Ostrożnie zaczęli je otwierać. Przed ich oczami ukazała się wielka komnata, po której były porozrzucane zwłoki.
    Pomieszczenie wyglądało jak opuszczona zbrojownia. Cała grupa wędrowców czuła, że dalej czeka ich coś strasznego. Nie tracąc czasu chwycili za miecze, topory i włócznie które tutaj znaleźli. Nastała niepokojąca cisza. Chwilę później , było słychać otwieranie drugich drzwi. Ku zdziwieniu podróżnych, zza drzwi zaczął wyłaniać się wielbłąd. Co sekundę zwierzę to przybierało kształty kobiety. Przerażony Beduin krzyknął :
    - Uważajcie, to Sila !

    - Czym jest ta Sila ? - ze strachem, zawołał jeden z kupców.

    - Demoniczna wiedźma zamieszkująca pustynię.
    Mamy tylko jeden sposób, aby przeżyć, musicie na jakiś czas przytrzymać Silę, wtedy ja trzykrotnie wypowiem formułę z Koranu.

    Nie tracąc czasu dwóch kupców oraz dwóch Beduinów pobiegło w stronę monstrum, usiłowali chwycić go za głowę, ale bezskutecznie, potwór był zbyt silny, aby zwykli śmiertelnicy mogli zadać mu jakieś rany. Gdy trwała szarpanina, Arab, który w niej nie uczestniczył, zbliżył się do bestii. Pojawił się u niego uśmiech na twarzy, i wtedy krzyknął:
    - Allahu Akbar, Allahu Akbar, Allahu Akbar !
    Co znaczyło po arabsku „Bóg jest wielki”.

    Bestia wydała przerażający krzyk, po czym padła na ziemię.
    Dumni z siebie podróżni, sprawdzili, czy potwór na pewno nie żyje, i udali się w stronę drzwi. Po przekroczeniu progu ujrzeli ogromne pomieszczenie z grobami.
    - Zachowajcie ciszę, znajdujemy się w katakumbach. - wyszeptał Beduin...
    Skradając się, grupa podróżnych przechodziła pomiędzy grobami. Nagle promienie światła zaczęły rozjaśniać ciemność. Towarzysze z uśmiechem na twarzy, pewniejszym już krokiem podążali w ich stronę. W końcu zobaczyli lekko uchylone, kamienne drzwi. Nie wahając się, otworzyli je. W końcu udało im się. Wybiegli najszybciej jak to możliwe z ciemnych katakumb. Ogarnęła ich radość, patrząc z uśmiechem na niebo, dziękowali w duszy bogu, że ich koszmar dobiegł końca. Stracili towar i wielbłądy, ale uratowali życie.
    Praca numer 4.
    Cytat:
    Wycieńczone wielbłądy ledwo co niosły towary kupców. Większość z wynajętych tubylców już umarła z wycieńczenia. Ostatnie krople wody już dawno zostały wypite. Zostało tylko pięć osób – dwóch bogatych kupców i trzech Beduinów, którzy mieli poprowadzić ekspedycję. Słońce prażyło niemiłosiernie, rozgrzewało piasek tak, że jego dotknięcie było niemożliwe. Zgubili drogę, błądzili po „bezlitosnej” pustyni. Najcenniejszym skarbem była tam woda. Woda, za którą wielu podróżników oddałoby całe swoje majątki. Jeden z kupców, który był dowódcą karawany domyślał się co ich czeka. Jego twarz, po której spływały krople potu, zdawała się oddawać cały niepokój panujący w sercu tego nie zawsze uczciwego, ale zawsze odpowiedzialnego człowieka. I właśnie ta odpowiedzialność nie dawała mu spokoju, kłuła i cięła w sumienie tak mocno, że był gotowy w tej chwili wyciągnąć z bagaży najdroższy miecz dla króla Ardenii i przeciąć sobie tętnice. W dodatku Ci Beduini… Tak, oni nie wydawali się zbyt przejęci. Ich oblicza były zimne, chłodne – nawet teraz, kiedy wydawało się, że nie mający żadnych skrupułów żar opanował cały świat i ma zamiar go pochłonąć.
    Mijały kolejne godziny, a może minuty, tak… Każda z nich trwała całą wieczność. Nogi odmówiły posłuszeństwa, oczy same chcą się zamknąć by uciec przed słońcem i widokiem ledwo żywej kompanii. Nagle ręka jednego z kupców – Deratesa zaczęła sunąć powoli po nóż, umocowany w pasie. Drugi zaś – Roel, konsekwentnie prowadzony przez wyrzuty sumienia do szaleństwa, resztkami rozumu począł analizować sytuację – „Co u licha on chce zrobić?! Ci Beduini to nasza jedyna szansa na wydostanie się z tego piekła!” – jego wzrok skierował się teraz na jednego z przewodników. Osłupiał. Stanął. Na jego twarzy i ciele widać było każdy mięsień, który teraz spiął się, jakby gotowy do walki, do morderstwa, do zbrodni… Za jednym z tubylców na piasku pozostawały ślady – nie tylko stóp. Woda, tak cenna niczym odwzajemniona miłość, szczęście, ciepło domowego ogniska, teraz kapała w równych odstępach za Beduinem. Derates, trzymający nóż już od dobrej chwili w prawej ręce, rzucił się na nań z okrzykiem: „Zdrajco!” na ustach. Trysnęła krew, a ów człowiek razem ze swym skarbem, który teraz rozlał się po piasku, a pewnie w ciągu kilku następnych chwil wyparuje, runął na ziemię. Razem z nim na ziemię padł sprawca czynu. Dwaj pozostali spiskowcy natychmiast zajęli się mordercą. Roel, w obliczu szarży silnych, wysokich przeciwników, desperacko sięgnął do worka na plecach jednego z wielbłądów. Ach, jak bardzo w owym momencie pragnął oddać swe wszystkie bogactwa, sznury, koraliki, złoto w zamian za możliwość znalezienia się wśród swoich bliskich. Sam nie wiedział co chwycił… Gdy wyciągnął to „coś” na chwilę stracił zmysły, przeszły mu zawroty głowy, nie odczuwał już parzącego ciepła, ale raczej miły, delikatny chłód, nie wiedział gdzie jest. Stracił przytomność i zapadł w przyjemny sen. Obudził się w nieznanych mu, starych, wyświechtanych szatach. Pamiętał co przeszedł, co zrobił, jak dawniej żył, ale teraz – spojrzawszy na piękny uśmiech żony, wszystko znikło. Nie było już pogodni za złotem, władzą… Było tylko szczęście, wszechobecne dobro, beztroska. Zatracił się w tym…
    Kupiec Roel zmienił swoją profesję. Postanowił szyć ubrania ze skóry. Zmienił także imię, aby nikt nigdy go nie rozpoznał. Czasem wracały do niego wspomnienia – w formie koszmarów, od których chciał się uwolnić. Zmienił się… O tak. Bardzo się zmienił. Pewnego dnia usłyszał także legendę o złocie – zaklętym złocie, ze skóry smoka, które zawierało w sobie umysł starego gada. Według pieśniarzy i bardów, jego silna magia potrafiła, albo zabić, albo uzdrowić. W tym wypadku uzdrowiła ona duszę bohatera, który dożył starości w spokojnym, szczęśliwym gronie swojej rodziny i poznał co jest najważniejsze w życiu.
    Praca numer 5.
    Cytat:
    Ostatnie tchnienie w Dherolu zamarło. Stojący dookoła dworzanie stali wpatrzeni w martwego króla. Króla, który zrobił dla Fergoni tak wiele... Zabiły kościelne dzwony, wśród tłumu zgromadzonego na dziedzińcu rozległ się krzyk - "Król nie żyje!". Zapanowała dziwna atmosfera. Zachodzące słońce oświetlało pomarańczowym blaskiem mury zamku, zwanego Dergenaf, jego promienie odbijały się od fosy. Panowała cisza, którą zakłócał tylko płacz małego dziecka, które zgubiło gdzieś swoją matkę. Zapadał zmrok. Ludzie zaczęli się rozchodzić do swych domów, w ich głowach kłębiły się myśli - "Kto zostanie nowym królem? Kto uchroni nas przed Negranem? Co z nami będzie?". Tymczasem Negran - znakomity mag, specjalizujący się w żywiole lodu, który nieraz chciał podporządkować sobie Fergonię nie próżnował. Chcąc wykorzystać panujące bezkrólewie, opracował plan, dzięki któremu zdobędzie tak bardzo pożądany tron.

    Ledwo żywa żona zmarłego króla, zwąca się Neoferą, oszalała z rozpaczy. Spojrzenie na niegdyś najpiękniejszą kobietę w Dherolu było tak przejmujące, że stało się symbolem upadającego kraju. W jej komnacie panował lodowaty chłód, a serce królowej stało się soplem lodu, w którym tlił się jeszcze mizerny płomyk życia. Zaczęła ona obwiniać wszystkich za śmierć ukochanego. Najwyższa rada państwa nie miała innego wyboru, jak odebrać królowej wszelkie tytuły, ale i zapewnić jej życie w dostatku. Moment ten wykorzystał Negran. Przejął ostatnią nadzieję w jej duszy sprawiając, że stała się ona niczym innym jak kawałkiem lodu kontrolowanym przez złowieszczego maga.

    Rankiem królestwo przeszła przerażająca wieść o śmierci młodego następcy, Thorana, który właśnie przygotowywał się do zastąpienia brata. Ostatnią osobą widzianą w jego komnacie była Neofera. Przeszyła serce swego syna lodowym sztyletem, który pękł zaraz po dźgnięciu, zacierając wszelkie dowody zbrodni. Stało się to zaledwie kilka chwil przed tym, jak najwyżsi radcy mieli ogłosić detronizację królowej. Ornil – dawny najlepszy przyjaciel nieżywego już króla, który pełnił najwyższe funkcje w królestwie wiedział, co zaczyna się dziać w królestwie. Przekonał on część dowódców o tym, że ponownie, jak za dawnych lat, ktoś próbuje przejąć władzę w królestwie. Istotnie, mag lodu już tylko zacierał swe mroźne ręce.

    Poplecznicy królowej nie dopuszczali do siebie myśli, że byłaby w stanie tak dotkliwie zaszkodzić królestwie. Jej gwardia podsycała informacje, że to właśnie jeden z najwyższych radców planował przejąć rządy usuwając brata zmarłego króla. Istotnie, zaraz po zatrzymaniu Neofery została ogłoszona informacja, że królem ma zostać Ornil. W Dherolu wybuchła wojna domowa. Królestwo zostało podzielone na dwie części. Taki był właśnie plan Negrana, który w kluczowym momencie konfliktu podał się za ,,wybawcę Dherolu’’ i wraz ze swymi zastępami ruszył na warowną twierdzę. Nie była ona w stanie wytrzymać długo. Zdawało się, że mag osiągnął już swój cel. Wtedy stało się coś niebywałego. Ornil, wiedząc o upadku kraju, w swym niebywałym gniewie wszedł do komnaty Neofery. Wyciągnął sztylet ze słowami ,,To za twojego syna’’ i zniszczył przyczynę klęsk państwa. Tak, zniszczył, ponieważ ciało kobiety eksplodowało tysiącami odłamków lodu. Przerażenie zawładnęło Negranem, który wiedział, co wkrótce nastąpi. Nie podejrzewał, że ktoś zabije królową, w którą wetknął część swojego umysłu, aby być w stanie ją kontrolować. Mag, a zaraz po nim cała armia została zniszczona, pozostawiając po sobie błyszczące w słońcu kawałki lodu. Ci, którzy przeżyli wojnę zaczęli odbudowywać kraj, który obecnie, jak sam widzisz, jest największym cudem tego świata.

    To jest historia naszego wspaniałego państwa, mój wnuku. Gdyby nie Ornil, który obecnie jest naszym wielkim władcą i wybawicielem, prawdopodobnie nie było by zarówno mnie, jak i Ciebie – rzekł stary starzec, kończąc opowiadanie.
    Praca numer 6.
    Cytat:
    WOJNA ŚWIATÓW
    „SZEŚĆ DNI MROKU cz1”

    Ostatnie tchnienie w Dherolu zamarło. Stojący dookoła dworzanie stali wpatrzeni w martwego króla. Króla, który zrobił dla Fergonii tak wiele... Zabiły kościelne dzwony, wśród tłumu zgromadzonego na dziedzińcu rozległ się krzyk – „Król nie żyje!”. Zapanowała dziwna atmosfera. Zachodzące słońce oświetlało pomarańczowym blaskiem mury zamku, zwanego Dergenaf, jego promienie odbijały się od fosy. Panowała cisza, która zakłócał tylko płacz dziecka, które zgubiło gdzieś swoją matkę. Zapadł zmrok. Ludzie zaczęli rozchodzić się do swych domów, w ich głowach kłębiły się myśli – „Kto zostanie nowym królem? Kto uchroni nas przed Negranem? Co z nami będzie?” Tymczasem Negran – znakomity mag, specjalizujący się w żywiole lodu, który nieraz chciał podporządkować sobie Fergonię nie próżnował. Chcąc wykorzystać panujące bezkrólewie, opracował plan, dzięki któremu zdobędzie całkowite panowanie nad Fergonią, co da mu otwartą drogę do podboju całego Dherolu..

    -PIERWSZA NOC bezkrólewia przyprawiała o dreszcze wszystkich mieszkańców tego dotąd spokojnego miasta, kiedy to Negran cały czas był w toku szykowania planu na opanowanie i podporządkowanie sobie całego obszaru Dherolu. Wiedział jednak, że aby tego dokonać musi zacząć od miasta Bogów rycerskich, Fergonów na zachodzie.

    -Minęła noc, której towarzyszyły nocne opinie na temat straty króla oraz szlochy matek nad losem swoich dzieci w tak trudnym okresie czasu, gdy zwierzchnictwo i ochrona króla nad nimi była niemożliwa. Myśli nad własnym losem snuł każdy, ale nikt nie potrafił odpowiedzieć racjonalnie, na pytanie, co będzie dalej..
    NASTĘPNY DZIEŃ. Tego ranka nie można było zaliczyć do spokojnych. Dawało się odczuć niespokojną atmosferę wynikającą z braku największego polityka oraz stratega w dziejach Dherolu. Ten dzień miał być ważniejszym w historii, ponieważ albo wyłoni się nowy władca i zdobędzie chwałę ku przyszłości, bądź upadnie razem z Fergonią, ciągnąc za sobą cały obszar Dherolu.

    -Kiedy część mieszkańców jeszcze spała władze demokratyczne Fergońskiego miasta podejmowały końcowe decyzje co do postępowania w sprawie wyboru nowego króla. Niestety, były władca nie miał syna, co za tym idzie nie zostawił spuścizny dziedziczenia tronu po nim. Miało to znaczyć definitywny koniec kultury Fergońskiej? Ktoś miałby rozpocząć nową erę kultury oraz sztuki w dawnym Fergonie? A może nawet na cały Dherol, albo jeszcze dalej! Nikt tego nie wiedział. Po mieście chodziły plotki – „Ponoć dawny Fergon ma objąć tron”. Nie była to plotka, jeden z umierającego już rodu Fergonów istniał i wiadomo było gdzie. Była to mieścina za zachodnią częścią Fergonii. Nazywaną ją „Miasto Upadłych”, za sprawą zbierających się tam kiedyś Fergonów. Cały obszar był kiedyś jednością, jednak gdy doszło do wojen Negrańsko-Fergońskich kilka stuleć temu, jednak dzielnica podzieliła się na dwie. Miasto Upadłych Fergonów odłączyło się wtedy od granic Dherolu i zostało przyłączone do granic Termostaphilu, dzielnicy wymarłych, gdzie nie działo się nic od czasów wojen. Jedynie przechodzili przez nie kupcy i ich poddani, by dokonać handlu międzykontynentalnego. W południe odpowiedzialny Chorus pobiegł rozwieszać informację o nowym wybawcy, który ma niebawem przybyć prosto z wymarłej dzielnicy Thermostaphilu. Informacje, jak i Chorus prowadziły z dworu, ludzie zaczęli mieć nadzieję, ale nikt nie wiedział ile tak naprawdę było czasu. Jedni zostawili część dobytków i wyruszyli z potomkami na południe, drudzy zostali i próbowali zdecydować o swoim losie.

    -Wieczorem odbył się pogrzeb zmarłego króla.. ludzie płakali, wiedzieli że coś się skończyło, właśnie teraz, tutaj. Słychać było ptaki, choć nie była to ich pora, całe domostwa dawały się we znaki. W powietrzu unosiła się skrucha; myśli, że coś można było zrobić inaczej. Mimo to każdy był świadom niedorzeczności tych myśli, bo przecież co oni mogli zrobić? Było ciemno, nikt nie widział, ani nawet nie starał się patrzeć na siebie, jednak krople łez spadających na Fergońskie ziemie dało się odczuć. Plac na dworze Dergenafu nigdy nie był tak wypełniony.

    -Tymczasem na rozległych równinach „Dundalu” - bo tak nazywał się obszar panowania Negrana – wielkiej Akademii Magicznej było nad wymiar spokojnie. Nie było to miasto wiecznych zabaw, szczerze mówiąc nigdy nie było tam zabaw, wolności.. praw. Jedyne prawa miał tam Negran, jako najpotężniejszy mag istniejący w granicach Dundalu, Dherolu, nie wspominając o Termostaphilu, którego wnętrza od dawna nikt nie poznał dobrze. Negrana od Dherolu oddzielała rzeka zwana „Weter”, była na tyle głęboka, aby sam człowiek nie mógł się przez nią przedostać przechodząc. Jednak głębokość miała się nijak, do szerokości. Była to dobra granica, która mogła oddzielać Negrana od Dherolu. Negran nie miał wyspecjalizowanych architektów, ale jego imperium składające się z podbitych miast magicznych było ogromne, więc o surowce nie musiał się martwić. Postanowił przez szeroką rzekę ułożyć łodzie, jedna obok drugiej. Miało to sens militarny. Dzięki temu masa żołnierzy, których osłaniała eskorta magów o różnych mocach mogła przedostać się przez Weter. Łodzie były już układane.. Miało to zająć jeszcze 6 dni i nocy. Negran tym samym wysłał jednego ze sługna wyprawę do Dherolu, aby ten przekazał informację o przygotowaniach do walki przez Magiczne Imperium. Miało to znaczyć kolokwialnie „Możecie się poddać”, mag chciał aby tak to właśnie zabrzmiało. Mag nie chciał już znosić demokratycznych rządów północy, a chciał wprowadzić monarchię absolutną. Wtedy natomiast mógłby zawładnąć kontynentem, a następnie ruszyć po kolejny, nie opanowany jeszcze przez niego dotąd teren. Plan był prosty: niszczyć, zwyciężać, zająć...

    NASTĘPNEGO DNIA W DHEROLU..

    -Po pogrzebie króla i kolejnej ciężkiej nocy tymczasowym władcą został ogłoszony zwierzchnik wcześniejszego. Nazywał się on Merd. Był tajemniczym, tutejszym, wysoko postawionym człowiekiem, nie Fergonem. To najbardziej martwiło lud. Tak naprawdę mało było o nim wiadomo, a jego siwe włosy, wysoki wzrost i niebieskie, świecące blaskiem oczy zdawały się być nadzieją dobrych decyzji. Jego pośrednikiem został mianowany wszystkim znany Chorus, którego wszyscy mieszkańcy znali dobrze. Zawsze wierny demokracji, mądry, silny psychicznie. Jego twarz miała zawsze mocny wyraz, włosy krótkie, zawsze ścięte byle jak, miały pokazywać jego brak czasu, a wielkie zainteresowanie i pomoc władcą, nad losami miasta. Pierwszą decyzją było wybranie kogoś, kto wybrałby się do Umarłego Miasteczka w Termostaphilu i zawiadomił dawnego Fergona, którego nawet nazwa nie jest do końca znana. Wiadome jest, że to Fergon osiedlony w tamtejszych stronach. Osoba ta musi być na tyle mężna i wierna, że uda jej się go odnaleźć oraz przyprowadzić, a nagrodę wzięłaby dopiero po uczynku. Informacje zostały powieszone.

    -Chorus oznajmił, jako pierwszy że uda się tam, nawet sam. Jednak władca oznajmił mu – „Twoje serce wielkie, ale rozum mniejszy. Tyś mi tu potrzebny, bo Ty oznajmiony z tutejszym życiem i władaniem bardziej, niżeli ja” Mężczyzna przyjął wiadomość z pokorą i został. Merd wydał wielki manifest do ludzi żyjących w mieście oraz odesłał informatora z Imperium Magicznego. Interesujące było jednak to, że za nim wysłał jednego ze swoich poddanych, kierującego się bezpośrednio do Negrana, jak mówiły plotki.


    2 DNI I NOCE PÓŹNIEJ..
    Na północy, jak i południu było coraz goręcej. Teraźniejszy władca Dherolu zrobił dwa ważne kroki. Wiedział, że trzeba zająć się obroną miasta, mimo wszystko. Więc wziął poddanych chłopów i kazał im tworzyć według planu ufortyfikowania. Pozostała część pracowała nad gospodarką. Do tej pory nie zgłosił się nikt, kto mógłby wyruszyć do Termpostahilu, zagłębiając się tam. Chorus zaproponował królowi świetne rozwiązanie. – „Weź dziesięciu najmężniejszych ludzi, jakich tylko masz w mieście i każ im wyruszać w drogę ku przyszłości całego Dherolu. Oznajmij im na spotkaniu, że oczywistym jest wielkie wynagrodzenie za podobne męstwo, jednak wytłumacz przy tym, że zostali wybrani z najlepszych. Samo to wyróżnienie oznacza nagrodę, mimo to my dajemy im jeszcze to spore wynagrodzenie(...), ja ich przyprowadzę”. Merd oniemiał, nie wiedział co odpowiedzieć, jednak Chorus zauważył dziwną nie widzianą dotąd reakcję władcy na jego podpowiedzi. Merd otrząsając się przytaknął jednak i uznał to za świetny pomysł.

    -Na południu wielki most zbliżał się coraz bliżej północnego Dherolu..
    Właśnie w tym momencie Negran zbierał ludzi do walki i studiował plany nowej gospodarki, jaka wprowadzi po włączeniu granic Dherolu. Ku jego zdziwieniu został zawiadomiony o poddanym z północy, który zmierza prosto do niego - >Nigdy wcześniej nikt się nie odważył – pewnie będą prosić o pokój” – pomyślał Negran, wtajemniczający się ze skupieniem we własne zło i czekający z zainteresowaniem oraz uśmiechem na to, co przyniesie mu poddany zmierzający ze stron Dherolu, północy.

    1 DZIEŃ PÓŹNIEJ..
    Gdy w zachodniej części Dherolu, Fergonii powstawały nowe ufortyfikowania, władca wraz z Chorusem wytypowali dziesiątkę mężnych, którzy mieli zostać wysłani na misję zlokalizowania dokładnej pozycji dawnego Fergończyka. Tzw. Głową dziesięciu został nijaki Firen, ze względu na cztery turnieje wygrane z rzędu. Legenda głosi, że jego ojciec rzemieślnik był bratem dawnego króla Fergonii, Fergona IV Pospolitego, jednak ten wybrał chłopski tryb życia, nie chciał rozgłosu wynikającego ze sławy władczej, a chciał zapracować na stan chłopski, który będzie uważany za równy władzy. Jednak nie udało mu się, lecz był ponoć świetnym wojownikiem, szkolił on od młodych lat swego syna Firena, był to jedyny Fergończyk stąd oprócz byłego króla, który znał bardzo dogłębnie granice Termostaphilu(...) Po ogłoszeniu warunków i wytycznych misji, dziesięciu mężnych wyruszyło po Fergońską nadzieję Dherolu. Czekała ich wyprawa, która nie miała określonego czasu, miało to stać się jak najszybciej, do tego czasu król razem z Chorusem musieli bronić się sami, miała to być największa próba czasu dla Fergonii oraz jej mieszkańców i całego Dherolu od ostatnich stu lat!

    -Wyruszali..

    -Wieczór był już spokojniejszy, bo wszyscy wiedzieli, że nie stoją bezczynie. Słońce przestało świecić, mieszkańcy Fergonii nie zauważyli nawet kiedy! Chłopi byli co raz bardziej zmęczeni, mimo to obrazy wyższych warstw społecznych pracujących w pocie czoła na tym samym poziomie dawały im poczucie, motywację, coś czego brakowało im tyle lat. Czy pierwszy raz w historii miała sprawdzić się wizja ojca Firena na temat wspólnego, równego życia warstw społecznych? Miasto czuło pewne plusy wynikające z danej sytuacji, to dawało bardziej pozytywne spojrzenie w przyszłość, bardzo niedaleką zresztą.. Sam Merd odmówił specjalnych wygłoszeń, które dotychczas wypowiadał władca z głównego balkonu Dergenafu, skierowanego do ludu na placu. Dlaczego? Powołał on specjalne spotkania(3 dziennie) z przedstawicielami najróżniejszych warstw, w których dowiadywał się o aktualnej sytuacji. Poparł go Chorus

    NASTĘPNEGO DNIA, gdy wstało słońce do Fergonii powrócił poddany, który wyruszył tam jakiś czas temu wysłany przez króla Merda, nie wiedząc czemu i po co. Prosił o szybki kontakt z władcą, ten przyjął go natychmiast. Promienie pomarańczowego światła padały na ciemną strefę wejścia do zamku, drogi na główny pokój władcy. W ten oboje zamknęli się szczelnie. Promienie światła przestały wpadać do środka zamku z danej strony, a oni nie wypuszczali toku swojej rozmowy, ani wątku poza bramy zamku. Nikt nie miał prawa tego słuchać, co było dziwne oraz intrygujące. Tym bardziej, że w Dundalu układano ostatnie łodzie do części mostu.

    - Starcie było blisko..

    -Jednak nagle w Dundalu.. Negran przybył bezpośrednio pod miejsce układania łodzi, wziął swoich żołnierzy na bok, pokazując wymownym gestem. Wytarł pot z czoła, napił się na ich oczach ze swojej piersiówki dla złagodzenia głębokiego czucia suszy, po czym uśmiechnął się i powiedział – „Już wszystko wiem, wy też chcecie?” – na co żołnierze jednogłośnie odparli – „Tak, Panie!” A więc, tak(...) – oznajmił zły mag tłumacząc nowy plan.

    -Był środek nocy, Chorus wraz z Merdem podjęli się ustawienia pod granicami Fergonii wojsk, twierdząc jednoznacznie - „Nie ma czasu”. – a wieści z Termostaphilu jak nie było, tak nie ma.. Prawdopodobne było, że są zgubieni. Nikt nie spał, dzieci płakały z powodu braku rodzin w ich domach, wszyscy pracowali, bali się że na darmo, łzy spływały tworząc z pięknej Fergonii miasto smutki i ulanej łzy. To było do przewidzenia, ale nie nadzieja, którą tracili; zadawała większy ból, niż jakikolwiek cios. Jedna z tych rzeczy, która boli koszmarnie, a nie można jej opisać byle słowem. Sama sytuacja była straszna dla nich, a sami nie wiedzieli jakie losy spotkały ich przyjaciół na wyprawie po Fergończyka..

    SZÓSTY DZIEŃ..

    -Rozpoczął się, to miał być wielki bój. – „Być, albo nie być” Miał to być sprawdzian wszystkiego co można sprawdzić. Nie było miejsca już na łzy, ani strach – na to mieli czas przez ostatnie 5 dni. Mogła być tylko motywacja i rządzą wygrania sobie przyszłości oraz spokoju na długi czas, a nawet lata. Miał to być Fergoński triumf? Wielka victoria od czasów starych wojen?, czy może zapanowanie nad Dherolem przez Negrańczyka i magiczna woń władzy, ściekająca po lodowej ręce maga? To miało dopiero nastąpić..

    -Merd został w zamku, wysłał wszystkich pod granicę rzeki Weter

    -Ludzie stali tam, to byli oni. Żołnierze walczący o wolność.. mieli swoją kulturę, zasady, wiedzieli o co walczą. Wbrew pozorom dawały się we znaki stare pogaduszki byłego króla, on też tam był. Może nie na ziemi, może nie w powietrzu, może gdzieś indziej. Nie wiadomo gdzie i jak, ale dało się odczuć jego obecność, czuwanie i zwierzchnictwo w dniu sądu. To był dzień, w którym albo coś runie, albo coś odrośnie. To miał być kwiat, jednak walka miała zdecydować, czy kwiat zamieni się w chwast i zrujnuje ziemię na, której wyrósł, czy też może urośnie na piękny, jeszcze piękniejszy okaz. „Wiem czego chce i wiem, że mogę” – głosili razem walczący mieszkańcy Fergonii i części Dherolu..

    -Oba ludy patrzyły na siebie, jednak coś było nie tak. Straty już były po stronie północy, jednak południowy lud Negrański był zbyt spokojny nie było nawet blasku w oczach, czegoś co dawało by znaki o tym, że jest presja, cecha wojowników, którzy o coś walczą, nie znają swego losy, jednak oczy.. było je widać doskonale. Nie mieli bowiem oni nawet ochraniających głowy hełmów. Sprawiali wrażenie nie wzruszonych sytuacją. W grupach ułożonych żołnierzy od Negrana dało się zauważyć byłych mieszkańców Fergonii.

    -Chorus.. był z żołnierzami, nie zrobił tego co król. Nie został, chciał samoistnie walczyć.

    -W którymś momencie wyczekiwania do Chorusa przybiegł chłop wołając –„Chorus, Chorus!”, oznajmiając mu -„za Zamkiem(od tyłu patrząc na ustawienie ich aktualne) widać chmurę wojsk Negrana, wiedzieli!”, na co Chorus upadł na ziemię i klęcząc powiedział – „To nie możliwe, chyba że.. o nie.. to koniec, jak on..”, nie dokończył, bo zanim to zrobił, jego głowę przebił lodowaty sopel, ostry jak nic innego..
    Praca numer 7.
    Cytat:
    ...władzę. Niepodważalną władzę. Znał swoją sytuację. Mieszkańcy Dherolu wiedzieli, że tylko król – którego teraz zabrakło – był w stanie powstrzymać Negrana od przejęcia władzy, a to było dla niego bardzo korzystne. Wiedział, że kiedy zabrakło króla, ludzie wpadną w panikę, a ze strachu przed magiem nie odważą się na żaden zorganizowany sprzeciw.
    To była okazja, której nie mógł zmarnować. Jego plan był genialnie prosty, a równocześnie niesamowicie wręcz błyskotliwy.
    Wszystko rozstrzygnie się jutro. – pomyślał, dopracowując ostatnie szczegóły planu.
    ***
    Tego dnia brzask nad Dherolem nastał bardzo wcześnie, jednak niewiele osób go zauważyło. Mało kto spał tej nocy. Myśli wszystkich zajęte były wydarzeniami ostatniego dnia. Życie w miasteczku było bardzo dobrze zorganizowane, jednak utrata władcy była wstrząsem dla wszystkich.
    Nikt nie był przygotowany na ten cios. Cios wymierzony w króla, który mimo podeszłego wieku był okazem zdrowia. Ba, oprócz Negrana nie było osoby, która źle by mu życzyła, a wszyscy wiedzieli, że król trzymał maga w szachu. – myślał Ralandar, patrząc na drogę wiodącą do zamku. Cały czas przechodzili nią ludzie, jednak on wypatrywał tylko jednej osoby, maga, który sprawiał tyle kłopotów.
    Oficjalnie był dowódcą zamkowej straży, jednak nieliczni wiedzieli, że oprócz tej funkcji, Ralandar wykonywał znacznie ważniejsze zadania. Był on najbliżej króla z pośród ludzi mieszkających w zamku. Znał wiele sekretów, o których - po śmierci króla – nikt prócz niego nie miał pojęcia.
    Mimo tego, że był głęboko pogrążony w myślach, od razu w tłumie ludzi wychwycił Negrana. Próbował wmieszać się w chłopów z pobliskich włości spieszących do zamku, lecz Ralandar był świetny w tym co robił. Najlepszy. Mag dźwigał na plecach tobołek, podobny do tych, które dźwigali wieśniacy, jednak sprawne oko dowódcy wychwyciło lekki, ledwie widoczny w świetle poranka, niebieski poblask unoszący się wokół worka.
    Zaledwie chwilę po tym, wszystko zniknęło w oślepiającym błysku.

    I na te właśnie prace głosujecie pamiętając, że możecie wybrać tylko jedną, która Wam się najbardziej podoba.

    Dziękuje i zapraszam do głosowania,
    Forseti.

  2. #2
    Przodownik Awatar Piotre00
    Dołączył
    28 Aug 2008
    Posty
    178
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 38
    Podziękował(a)
    2
    Podziękowań 4 w 4 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Haha, śmieszne. Naprawdę sądzisz, że ktoś przeczyta wszystkie 7 prac i je obiektywnie oceni? Podobno to ktoś z kadry miał wybierać najlepszą pracę. Takie głosowanie jest nic nie warte, pokaże tylko kto namówi ludzi na głosy. Jak zwykle TNET pokazał poziom.

    @edit
    Zabroniłeś chociaż głosowania na własne prace?
    Ostatnio edytowane przez Piotre00 ; 19-02-13 o 19:02
    Kastor

  3. #3
    Zbanowany
    Dołączył
    23 Dec 2011
    Posty
    954
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 388
    Podziękował(a)
    0
    Podziękowań 2 w 2 postach

    Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Oczywiście, że zabronione.

  4. #4
    Boxxy <3 Awatar Xervin
    Dołączył
    07 Feb 2010
    Posty
    816
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 1275
    Nagrody i wyróżnienia:
    Podziękował(a)
    55
    Podziękowań 77 w 48 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Cytat:
    Cytat Zamieszczone przez Piotre00 Zobacz post
    Haha, śmieszne. Naprawdę sądzisz, że ktoś przeczyta wszystkie 7 prac i je obiektywnie oceni? Podobno to ktoś z kadry miał wybierać najlepszą pracę. Takie głosowanie jest nic nie warte, pokaże tylko kto namówi ludzi na głosy. Jak zwykle TNET pokazał poziom.
    Tu nawet nie chodzi o namawianie na głosy. Prac jest na tyle dużo, że czytając wszystkie na raz opada tzw. pierwsze wrażenie, więc teoretyczne pierwsze prace mają mniejsze szanse. Według mnie lepsze byłoby głosowanie w postach, żeby użytkownik oceniał KAŻDĄ pracę w skali od 1 do 10. Później Forseti czy ktokolwiek inny podliczyłby wszystkie punkty i wyszłoby, która praca jest najlepsza. ;x


    Mam bardzo pozytywny stosunek do życia. Nie znoszę natomiast większości jego użytkowników.

  5. #5
    Przodownik
    Dołączył
    07 Feb 2011
    Posty
    162
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 34
    Podziękował(a)
    0
    Podziękowań 0 w 0 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    tyle tego jest że nawet nie mam zamiaru tego czytać, support powinien wyłonić 3 najlepsze i dać nam do oceny.
    Profesjonalny Mapping.

  6. #6
    Przodownik Awatar Piotre00
    Dołączył
    28 Aug 2008
    Posty
    178
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 38
    Podziękował(a)
    2
    Podziękowań 4 w 4 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    @Kabi_X
    Ja myślałem, że tak będzie. Myślałem, że kadra oceni każdy tekst biorąc pod uwagę parę kategorii (ortografia/słownictwo/fabuła/cokolwiek) w skali 1-10, potem zostanie wyliczona średnia i praca z najlepszą średnią wygrywa.

    Kierowałem się tym postem, a dokładnie fragmentem
    Cytat:
    Cytat Zamieszczone przez Forseti Zobacz post
    Chętne osoby muszą dokończyć jeden z trzech tekstów przygotowanych specjalnie na konkurs. Swoje dzieło zaś dosłać przez Prywatną Wiadomość do mnie. Zostaną one przeglądnięte przez kadrę, a jeśli w niej znajdą się osoby biorące udział w konkursie, to przez kadrę, którzy wybiorą najlepsze prace, które zostaną poddane głosowaniu przez użytkowników.
    Chyba źle zrozumiałem to co napisał Forseti (zrozumiałem to jako coś w stylu "zostaną przeglądnięte przez kadrę lub przez kadrę"). W każdym razie powodzenia uczestnikom. Żałuję czasu poświęconego na pisanie.
    Kastor

  7. #7
    Delegat Awatar aerd3
    Dołączył
    09 Apr 2010
    Posty
    281
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 110
    Podziękował(a)
    13
    Podziękowań 13 w 11 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Praca 4. A dlaczego? Tego się już nie dowiecie, motywów swoich nie zdradzę, ale wam doradzę, że warto na 4 głosować, aby potem nie żałować.

  8. #8
    Delegat Awatar Nosfera
    Dołączył
    04 Jul 2012
    Posty
    290
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 276
    Podziękował(a)
    8
    Podziękowań 33 w 17 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Wygląda to tak jak byś wiedział kto ją oddał koleszko i tylko dlatego głosował, że to twój kolega czy coś takiego ; )

  9. #9
    Delegat Awatar aerd3
    Dołączył
    09 Apr 2010
    Posty
    281
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 110
    Podziękował(a)
    13
    Podziękowań 13 w 11 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Może tak, a może nie. Nie dowiecie tego się. Pozory często mylą ludzi, a mój głos ten temat pobudził. Więc nie głów się Nosfero, bo ja sekretów swych nie zdradzam. A praca numer 4 zasługuje na mój głos i tak też wam doradzam.

  10. #10
    Przodownik
    Dołączył
    09 Feb 2013
    Posty
    121
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 13
    Podziękował(a)
    0
    Podziękowań 0 w 0 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Osz kurde.. czy wy sądzicie, że ktoś przeczyta te wszystkie prace ? Komu by się chciało. Każdy będzie głosował "od tak" bo mu się tak wybrało. Dla mnie to głosowanie jest bez sensu.
    Najtańsze tusze do HP z wysyłką24h

  11. #11
    Przodownik Awatar Piotre00
    Dołączył
    28 Aug 2008
    Posty
    178
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 38
    Podziękował(a)
    2
    Podziękowań 4 w 4 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Żartujesz? Nikt tak nie sądzi, to jest konkurs popularności i ilości kolegów na forum.

    @down
    No teraz to już po anonimowości prac :D
    Ostatnio edytowane przez Piotre00 ; 21-02-13 o 21:02
    Kastor

  12. #12
    Delegat Awatar Nosfera
    Dołączył
    04 Jul 2012
    Posty
    290
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 276
    Podziękował(a)
    8
    Podziękowań 33 w 17 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Może i tak jest, ale to nie zmienia faktu, że ja prowadzę, a takowych znajomości nie mam.

  13. #13

    Dołączył
    25 Dec 2012
    Posty
    544
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 755
    Nagrody i wyróżnienia:
    Podziękował(a)
    221
    Podziękowań 115 w 85 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Co wy lektur w szkole nie macie?
    Ja osobiście przeczytam każdą pracę i zagłosuje.

  14. #14
    Delegat Awatar aerd3
    Dołączył
    09 Apr 2010
    Posty
    281
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 110
    Podziękował(a)
    13
    Podziękowań 13 w 11 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Wiesz że właśnie powinni cie wykluczyć Nosfero.

  15. #15
    Delegat Awatar Nosfera
    Dołączył
    04 Jul 2012
    Posty
    290
    Reputacja:
    Punkty reputacji: 276
    Podziękował(a)
    8
    Podziękowań 33 w 17 postach

    Domyślnie Odp: Głosowanie - KONKURS LITERACKI!

    Nie widzę, tutaj nic złego co napisałem.
    Że twój "kolega" przegrywa, to nie znaczy że powinni mnie wykluczyć.

Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Konkurs literacki Tibia.net.pl!
    Przez Forseti w dziale Dział techniczny forum
    Odpowiedzi: 38
    Ostatni post / autor: 26-02-13, 18:02

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •