Sweetmare
Sweetmare. Dzi? to niewielka osada po?o?ona gdzie?, w?r?d malowniczych g?r p??nocy. Nie spos?b okre?li? dok?adnego po?o?enia miasta, gdy? im lepszy kartograf tym bardziej strachliwy, a trzeba nie lada odwagi by stan?? u bram tego przera?aj?cego miasta.
Niegdy?, suwerenna osada utrzymywa?a si? g??wnie z handlu, po?o?ona na jedynym szlaku przez g?ry go?ci?a do?? cz?sto zamo?nych handlowc?w lub inne ciekawe osobisto?ci. Miasto t?tni?o ?yciem i d?wi?cza?o z?otem, wielu bandyt?w zawis?o na murach za pr?by skradzenia co cenniejszych przedmiot?w.
Z kr?lestwem ??czy? j? jedynie pakt o wsp?lnych wrogach.
Rozpusta i beztroska trwa?a w najlepsze, ludzie z pokoleniami zatracali wiar? i tradycje przodk?w, a du?a ilo?? imigrant?w, kt?rzy przybywali w celach zarobkowych, wraz z kapita?em wnosili sw?j lokalny folklor, kt?ry powoli rozcie?cza? obyczaje za?o?ycieli miasta.
I tak jak kolejne ladacznice coraz mniej ciesz? bogatego bawidamka, tak na miasto spada? coraz wi?kszy cie? monotonno?ci, kt?ry przy?miewa? kolorowe targi i festyny. ?wiadomo?? ludzi mala?a, byli coraz bardziej schematyczni i bezbarwni, zapatrzeni w pieni?dz szerzyli egocentryzm i fa?sz, byle zdoby? jak najwi?cej. Dopiero gdyby? wyjecha?, chocia? w zim? a wr?ci? jesieni? dostrzeg?by? jak szybko miasto zatraca blask. Wraz z impetem miasto traci?o przychylno?? Bog?w, bowiem ten kto nie dzi?kuje - nie otrzyma ponownie.
Tak wi?c mrok Bog?w spowi? ca?e miasto, kt?re zosta?o przez nich zapomniane i porzucone. Nawet pe?ne paj?k?w ?wi?tynie zosta?y bez kap?an?w zamienione w targowiska czy magazyny.
Nietrudno zgadn??, ?e z?o jako ca?kowita odwrotno?? dobra kie?kuje w?a?nie tam, gdzie nie ma ?wiat?a. Wystarczy? impuls by kto? wykorzysta? ludzk? bezmy?lno?? i da? si? jej rozwin??.
To, co zdarzy?o si? ponad 20 wiosen temu zmieni?o m?j punkt widzenia. W najgorszych koszmarach nie przypuszcza?bym, ?e z?o jest ju? tak silne, lecz nieokie?znane.
Bezczeszcz?c ojcowizn?, grupa wyznawc?w kultu skrzepni?tej czaszki wyzwoli?a niesamowit? fal? negatywnej energii, odbieraj?c mieszka?com ich woln? wol?. ?eby si? przeciwstawi? temu b?ahemu urokowi, wystarczy?o mie? odrobin? samo?wiadomo?ci i ?wie?o?ci umys?u, jednak Ci g?upcy zatracili si? ca?kowicie. Zakl?cia, kt?rego na nich u?yto, u?ywa?o si? niegdy? w stosunku do torturowanych, wyczerpanych psychicznie je?c?w wojennych, aby wycisn?? z nich resztki nie wykrzyczanych podczas tortur razem z krwi? informacji. Ofiara uroku musia?a mie? ?wiadomo?? bezsilno?ci.
Dzi? miasto jest pe?ne jego nieumar?ych mieszka?c?w. Nie zdaj? sobie wci?? do ko?ca sprawy, ?e nie ?yj?. Ale na pewno nie s? przyja?nie nastawieni do oddychaj?cych istot. Zanim si? tam wybierzesz lepiej pom?dl si? w kapliczce, mo?na je spotka? nawet niedaleko miasta.
To smutne co si? sta?o, lecz dzi? nikt nie ?a?uje. Ka?dy zda? sobie spraw? z obecnej sytuacji i wyci?gn?? wnioski umacniaj?c si? w wierze w Bog?w. Albowiem tylko Bogowie s? dla nas obron?!