Witajcie, od jakiego? czasu podczas robienia nowych map do mojego OTS przychodz? mi do g?owy ciekawe historie zwi?zane z miejscami kt?re tworz?. Nie wiem dlaczego wcze?niej ?adnej nie wrzuci?em na neta. Tak czy inaczej to jest pierwsza historyjka kt?r? w pe?ni zapami?ta?em i napisa?em. Zach?cam do czytania i jestem otwarty na krytyk?.
Je?li przeczyta?e? -
Na twoim komentarzu zale?y mi bardziej ni? na reputacji, ale je?li chcesz -
| Notka moderatorska: |
| Zapraszam do komentowania tematu. W przeciwnym razie nie b?dzie kolejnych cz??ci. //Altare |
Wst?p - "Apokalipsa"
brona Ostatniej Twierdzy by?a ju? gotowa, czekaj?c tylko na rozkaz do wystrzelenia ognistych kul przygotowanych w katapultach oraz pot??nych strza? z balist. W oddali by?o ju? wida? wrog? armi? kt?ra p?dz?ca czarn? chmur? jak nag?a ?mier? zbli?a?a si? do p?l Nevearu.![]()
Dow?dca zagrzewa? najdzielniejszych z wojownik?w do walki za wszystko w co wierz?. Gdy czarna chmura by?a ju? niedaleko jeden ze strzelc?w na wie?y - elf Dereus - wyda? rozkaz do wystrza?u. Sta?o si?, ogniste kule oraz strza?y przeszy?y niebo i ku wielkiemu zdziwieniu obro?c?w uderzy?y o ziemi? nie wyrz?dzaj?c ?adnych szk?d w szeregach wroga.
Dow?dca wyda? rozkaz do ataku.
Ryk tysi?cy garde? wojownik?w niczym grom po niebosk?onie przetoczy? si? po polach Nevearu. Jednak rado?? nie trwa?a d?ugo – niczym fala rozbijaj?ca si? o brzeg tak wojska zjednoczonej Tibii zatrzyma?y si? na armii Mrocznych Anio??w, a okropne krzyki umar?ych brzmia?y jeszcze d?ugo nad niegdy? spokojnymi polami.
Jeszcze kilka lat temu wojownicy jak i mieszka?cy kontynentu Tibijskiego wiedli spokojne ?ycie.
Wszystko zacz??o si?, gdy jeden z ludzi zobaczy? Mrocznego Anio?a w trakcie zabijania jego rodziny. Ludzie zwr?cili si? o pomoc do bog?w, lecz panowie podziemia zadbali o zerwanie po??czenia mi?dzy bogami, a kap?anami.
Bogowie byli bezradni nie wiedz?c co dzieje si? na kontynencie.
Wszystkie miasta bez boskiej pomocy po kolei upad?y, lecz kl?ska pod Nevearem ca?kowicie zagasi?a wiar? wojownik?w w zwyci?stwo. Po kl?sce zjednoczonych Tibijskich wojownik?w pole ochraniaj?ce ostatnie miasto Calius nie stanowi?o ?adnej przeszkody dla nieumar?ych.
Wkr?tce bogowie zdecydowali si? zej?? na ziemi? aby sprawdzi? co si? sta?o.
Widok tego, co zobaczyli przerazi? ich tak bardzo, ?e postanowili zniszczy? ca?y archipelag Tibijski oszcz?dzaj?c jedynie Rookgaard, kt?ry przez kolejne lata by? praktycznie bezludny, a schronili si? tam jedynie okoliczni sprzedawcy oraz czterech pot??nych mag?w.
Kontynent, a w?a?ciwie wyspa Rookgaard otoczona by?a ochron? bosk?, dzi?ki kt?rej nie zosta?a zniszczona przez potwory.
Te zwierz?ta, kt?re dosta?y si? na wysp? uda?o si? udomowi?.
Wszystko by?o dobrze dop?ty, dop?ki jeden z mag?w nie zosta? opentany przez czarn? magi? i nie rozbi? Kuli ?ycia.
Po jej zniszczeniu wszystko zacz??o si? wali?.
RookGaard zosta? poniszczony, a potwory dosta?y si? na wysp?, w mie?cie wsz?dzie wida? po?amane pod?ogi oraz ?ciany omszone i zaro?ni?te zielskiem. Wkr?tce i pot??ni magowie utrzymuj?cy wi?? z bogami upadli pod naciskiem potwor?w, lecz po ich ?mierci sta?o si? co? nieprawdopodobnego!
Powsta?y nowe wyspy stworzone przez nowych bog?w oraz zosta? otwarty magiczny portal z krainy umar?ych do RookGaardzkiej ?wi?tyni, aby starzy bohaterowie mogli stawi? czo?a nowym potworom ...
![]()
Cz??? I - "Kraina Umar?ych"
zi? jak zwykle obudzi?em si? w swojej celi. Jak zwykle by?o ciemno i ponuro, jedynie przez ma?? dziur? w ?cianie wlatywa? okropny smr?d. Jak zwykle usiad?em przy ?cianie na malutkim kocu i pr?bowa?em sobie przypomnie? dla czego tu jestem. Zawsz?, gdy pr?bowa?em co? sobie przypomnie? czu?em wielki b?l i natychmiast przestawa?em pr?bowa?. Ostatnio jednak zacz??em mie? przeb?yski. Krzyki wojownik?w, wystrza?y z ?uku oraz… No w?a?nie, co? Gdy pr?bowa?em przypomnie? sobie wi?cej widzia?em Mrocznego ?niwiarza, kt?ry zabija? mnie swoj? d?ug? i ostr? kos?. Wtedy u?wiadomi?em sobie, ?e Tibia poleg?a pod Nevearem. Wsta?em. Chcia?em uciec, ale nie mia?em dok?d – przecie? by?em w celi. Chwil? p??niej us?ysza?em krzyk: „Zabi? demona, zabi?!”, a w drzwi do mojej celi uderzy?o ogromne czerwone cielsko wy?amuj?c je z zawias?w. Od razu podbieg?em do skrzyni aby zabra? to co mi zosta?o – Stary, mosi??ny miecz oraz lekki p?aszcz, gdy? kto? ukrad? moj? kolczug?. Wybieg?em za drzwi i spostrzeg?em most, pod kt?rym p?yn??a lawa. Przechodzi?y po nim tysi?ce dusz, zrzucaj?c demony w law?. Dobieg?em jako ostatni. Gdy zaczyna?em wchodzi? na most reszta dusz by?a ju? po drugiej stronie. By?em w po?owie mostu, us?ysza?em g?o?ne uderzenie, jak by co? p?k?o. I nie myli?em si?. Most zacz?? si? wali?. Rzuci?em si? do ucieczki aby jak najszybciej dotrze? na drugi koniec mostu. Uda?o mi si?. W ostatniej chwili zd??y?em zeskoczy? z mostu przed jego zawaleniem. Przede mn? by?a wielka g?ra. Nie widzia?em jej czubka, a jedynie ma?? jaskini?. Wspi??em si? troch?, aby jej si?gn??, lecz gdy wsta?em, ?eby do niej wej?? noga mi objecha?a i wpad?em w d?ugi korytarz. Chwila min??a zanim wsta?em i otrzepa?em z siebie kurz. Podnios?em sw?j miecz i poszed?em na wprost korytarzem. Dotar?em do ogromnej sali, kt?rej ?ciany by?y pokryte z?otem i diamentami, a na jej ko?cu ujrza?em… Obsydianowy portal emanuj?cy czyst? energi?. Pobieg?em w jego stron?. By?em ju? prawie u celu, gdy przed moimi oczyma ukaza? si? Mroczny ?niwiarz. By?em pewien, ?e to ten sam, kt?ry zabija mnie gdy pr?buj? sobie przypomnie? co si? ze mn? dzia?o wcze?niej. Mia?em racj? ?niwiarz wyci?gn?? kos?, zamachn?? si? ni? w moj? stron?. Tym razem nie mia? tak ?atwo – mia?em przy sobie sw?j miecz, wi?c szybko zablokowa?em jego cios, oraz wyprowadzi?em kontratak. Miecz przeszed? przez ?niwiarza jak przez mas?o. My?la?em, ?e wreszcie dam rad? si? st?d wydosta?, ale ju? po chwili ?niwiarz wsta?, a jego rany znikn??y. Zada?em kolejny cios. Efekt by? ten sam. Wiedzia?em, ?e tak go nie pokonam, wi?c zacz??em ucieka?. Bieg?em a? do ko?ca komnaty, kiedy tu? przy wyj?ciu kto? opu?ci? kraty. By?em w pu?apce. Odwr?ci?em si?, aby zobaczy? gdzie jest mroczna istota, a gdy to zrobi?em zauwa?y?em go zaraz za sob?. Zaatakowa? kos?, lecz zd??y?em zrobi? unik, a jego bro? utkwi?a mi?dzy kratami. Bez zastanowienia rzuci?em si? w stron? magicznego portalu. Gdy w niego wskoczy?em o?lepi? mnie potworny blask. Obudzi?em si? w ?wi?tyni…![]()
![]()
Cz??? II - "Rookgaard"
y?em strasznie obola?y. Nie mog?em wsta? z zimnej posadzki, lecz w pewnej chwili otworzy?em oczy i zauwa?y?em stoj?cych nade mn? kilka os?b. By?em pewien, ?e sk?d? je znam, lecz za nic nie mog?em sobie przypomnie? sk?d.![]()
W ko?cu jeden z nich – mnich w br?zowej szacie przewi?zanej sznurem z kapturem na g?owie odezwa? si? do mnie tymi s?owy: „Selius? Sk?d si? tutaj wzi??e??”. Pr?bowa?em mu odpowiedzie?, lecz nie mia?em si?y wydusi? z siebie ani jednego kr?tkiego s?owa. Najwidoczniej mnich ten mnie zna?. Chwil? p??niej us?ysza?em: „Szybko, zanie?my go do Amber. Chyba s? tam jeszcze wolne ???ka”. Wyniesiono mnie ze ?wi?tyni. Przeszli?my ulic? ko?o pracowni kowala oraz du?ego drewnianego domu, w kt?rym przez okna widzia?em martwe zwierz?ta. Wniesiono mnie do du?ego kamiennego budynku. Rozgl?da?em si? na boki i zobaczy?em bibliotek?. Nadal nie wiedzia?em gdzie jestem. Zniesiono mnie po schodach i po?o?ono na ???ku. Z tego dnia nic wi?cej nie pami?tam, gdy? by?em tak zm?czony, ?e zasn??em. Nazajutrz obudzi?em si?. W pomieszczeniu gdzie spa?em nikogo ju? nie by?o. Podnios?em si? i wolnym krokiem uda?em si? w stron? wyj?cia. Wyszed?em po schodach po kt?rych wcze?niej mnie zniesiono i wszed?em na sam? g?r? budynku. Zanim wszed?em po ostatnich schodach us?ysza?em g?o?ny krzyk: „Atakuj? z prawej! ?ucznicy na stanowiska!”. Od razu wr?ci?y mi si?y. Wbieg?em na sam? g?r? i zobaczy?em ?ucznik?w strzelaj?cych z dachu do zielonych stworze?. Nigdy wcze?niej nie widzia?em takich potwor?w, wi?c podszed?em do dow?dcy i zapyta?em gdzie jest moje wyposa?enie. Chcia?em pom?c w bitwie. Dow?dca odpowiedzia? mi, ?e nie jestem na tyle wy?wiczony, aby stawi? czo?a orkom – gdy? tak nazywali si? zieloni ludzie. W czasie nie kr?tszym ni? godzina obro?cy zwyci??yli. Wyszed?em na miasto. Rozgl?da?em si? i rozgl?da?em a? w ko?cu do g?owy przysz?a mi pewna my?l. Rookgaard pomy?la?em, Rookgaard, ale jak to mo?liwe. Pobieg?em do ?wi?tyni. Ju? wiedzia?em dlaczego nie pozna?em tego miejsca – wszystko by?o poniszczone. Podszed?em do mnicha i zapyta?em jak ma na imi?. Odpowiedzia? mi: „Jak to? Nie pami?tasz mnie? Jestem Cipfried tw?j nauczyciel”. Wtedy by?em ju? pewien, ?e jestem na rookgaardzie. O tym miejscu przypomnia?em sobie wszystko, w jednej chwili, lecz nadal nie wiedzia?em sk?d wzi?li si? tutaj orkowie i kim s?. Cipfried by? bardzo zaskoczony, ?e jestem w?r?d nich – opu?ci?em to miejsce 15 lat temu. Przy studzience przed wej?ciem do ku?ni sta? cz?owiek z d?ug? drewnian? lask?, zako?czon? pi?knym, oszlifowanym, czerwonym rubinem. Od razu zapyta?em go co tutaj robi, gdy? jego nie pami?ta?em z lat mojej m?odo?ci. Odpowiedzia?, ?e nazywa si? Melior i jest wys?annikiem nowych bog?w. M?wi? jeszcze d?ugo, lecz s?ucha?em tylko jednej rzeczy – a mianowicie stania si? pe?noprawnym cz?onkiem kt?rego? z fach?w. Opowiada? o pot??nych magach zgniataj?cych ca?e armie wrog?w jednym machni?ciem kostura, o szybkich ?ucznikach przeszywaj?cych wrog?w swoimi strza?ami i o niezwyci??onych wojownikach dzier??cych dwur?czne, nieraz ponad dwumetrowe miecze i topory. Powiedzia? mi, ?e dla ka?dego mistrza fachu b?d? musia? wykona? zadanie, je?eli b?d? chcia? do nich do??czy?. Na kontynencie Tibijskim by?em wojownikiem, tak wi?c najpierw uda?em si? do mistrza sztuki wojny. Zdziwi?o mnie to co zobaczy?em. Mistrz, a w?a?ciwie mistrzyni wojownik?w, nie wygl?da?a na siln?. Poza tym by?a kobiet? – jak kobieta mo?e by? wojownikiem, a co dopiero mistrzyni?? Sta?em w drzwiach i patrzy?em na ni?. Zauwa?y?a mnie. Odwr?ci?a si? w moj? stron? i powiedzia?a: „Dlaczego na mnie patrzysz? Co? ci nie odpowiada?”. Jej g?os by? ?agodny, ale za razem silny i dono?ny. Odpowiedzia?em, ?e by?em na kontynencie wojownikiem, i chcia?bym do nich do??czy?. Otrzyma?em zadanie – mia?em przynie?? Assue – tak mia?a na imi? mistrzyni – r?g Minotaura. Zebrali?my niewielk? gromad? os?b kt?ra gotowa by?a walczy? z t? besti?. Od Estiriona – mistrza gildi ?uczniczej – otrzymali?my szczeg??owe mapy. Wyruszyli?my natychmiast. Po przej?ciu przez bram? miasta wyszli?my do lasu. Zabijali?my po drodze w??e, wielkich rozmiar?w chrz?szcze oraz wilki i tak samo wielkie paj?ki. Wreszcie dotarli?my do ruin wie?y zaznaczonej na mapie. Weszli?my do ?rodka. By?o ciemno, ale mieli?my zaledwie dwie pochodnie wi?c nie mogli?my ich zapali? od razu. Zwiadowca szed? przodem. Szli?my niedu?ym korytarzem, lecz nie widzieli?my ca?kowicie ?cian pomieszczenia. Chwil? p??niej zwiadowca znikn?? nam z oczu, a my us?yszeli?my jedynie okropny krzyk. Zapalili?my pierwsz? pochodni?. Od razu zauwa?yli?my Fruesa – zwiadowc? – atakowanego przez kar?owate stwory. Wyci?gn??em miecz. Nied?ugo p??niej wszystkie kreatury le?a?y na ziemi splamione krwi? mego miecza. Od zwiadowcy dowiedzia?em si?, ?e te potwory to trolle – kar?owate stworzenia zamieszkuj?ce podziemia du?ych budowli. Tym razem ja szed?em przodem. Na szcz??cie nic nas wi?cej nie zaatakowa?o. Doszli?my do drabiny. Kilka szczebli by?o z?amanych, lecz nie wahali?my si? zej?? na d??. Szli?my korytarzem, a? doszli?my do rozwidlenia. By?y trzy drogi – 1 na wprost i dwie skr?caj?ce w boki. Wyci?gn??em map? aby sprawdzi? poprawn? drog?, ale nie zd??y?em tego zrobi?, gdy? us?ysza?em: „Butak Humak! Humak!”. Zanim si? obejrza?em oblega?y nas te same zielone stwory, kt?re wcze?niej atakowa?y miasto. Rzuci?em pochodni? na ziemi? i chwyci?em za miecz. Po zabiciu kilku ork?w przysz?o mi si? zmierzy? z ich wodzem. Ork by? wielki, ogromny powiedzia? bym, a w r?ce dzier?y? wielki ?elazny m?ot. Sta?em przy ?cianie czekaj?c na jego b??d. Zamachn?? si? m?otem i uderzy? o ?cian? kt?ra zacz??a p?ka?. Gruz spada? z g?ry, ledwo zdo?ali?my uciec. Wbiegli?my w pierwszy korytarz kt?ry zobaczyli?my. Po ucieczce z miejsca zagro?enia usiedli?my pod ?cian? korytarza. Odpoczynek nie trwa? d?ugo – poczuli?my ogromny smr?d i zza rogu wy?oni?a si? wielka kreatura z toporem. Tak – to by? Minotaur – ci?li?my go mieczami, gdy po jednym uderzeniu Alos pad? martwy na ziemi?. By? jednym z najlepszych wojownik?w. Wpad?em w sza?. Zacz??em ci?? Minotaura jeszcze mocniej, gdy niechc?cy wypowiedzia?em s?owa „Exori Hur”. Bestia zacz??a wydawa? z siebie okropne d?wi?ki i wreszcie skona?a pod ?cian?…
![]()
Cz??? III - "Krew Minotaura"
odszed?em do martwego cia?a i jednym ciosem odr?ba?em mu g?ow?. Wyci?gn??em z plecaka obsydianowy n?? zawini?ty w chust?. Zabra?em g?ow? stworzenia i pr?bowa?em odci?? z niej r?g. Gdy ju? troch? naci??em sk?r? chwyci?em mocno za ?rodek olbrzymiego rogu i z ca?ej si?y poci?gn??em. Niestety efekt mnie przerazi? - nie uda?o mi si? wyci?gn?? rogu, a jedynie go z?ama?. Od razu pomy?la?em, ?e ca?a nasza misja posz?a na marne, lecz po chwili otrz?sn??em si?, wzi??em ma?y flakonik z plecaka i nabra?em do niego krew z martwego cia?a Minotaura, po czym zacz?li?my si? zbiera?. Zwiadowca wyszed? z komnaty potwora, aby sprawdzi?, czy droga nie zosta?a zasypana, my za? wyj?li?my resztki jedzenia kt?re nam zosta?y i zacz?li?my je??. Nied?ugo potem us?yszeli?my kilka mocnych uderze?. Od razu chwycili?my za miecze i ?uki i wyszli?my aby sprawdzi? co si? dzieje. Naszym oczom ukaza?y si? cztery Minotaury. Frues le?a? na ziemi z odci?tymi ko?czynami, kona?. Neim i Poel zacz?li strzela? ze swoich ?uk?w najlepszymi ze strza?. Jeden z Minotaur?w – najs?abszy – pad? martwy. Trzy pozosta?e ruszy?y w nasz? stron?. Co? si? ze mn? sta?o. Wszystko widzia?em na czerwono. Wyci?gn??em miecz do przodu i zacz??em biec w stron? przeciwnik?w. Ku memu zdziwieniu bieg?em tak szybko, ?e wyprzedzi?em strza?y ?ucznik?w. Wybi?em si? z ziemi i d?gn??em jednego z Minotaur?w prosto w pier? ?ami?c mu wszystkie ?ebra - zgin?? nim upad? na ziemi?. Nie wiedzia?em co si? ze mn? dzieje. Nie mog?em nad tym zapanowa?. Odci??em kolejnemu potworowi nogi, a nast?pnie zabi?em go. Ostatni ju? ranny Minotaur zacz?? ucieka?. Czerwony obraz znikn?? sprzed moich oczu a ja za? pad?em na ziemi?. Obudzi?em si? przy ognisku rozpalonym przez moich kompan?w. Nie mog?em poruszy? ?adn? ko?czyn? a jedynie patrze?. W ko?cu Poel spostrzeg?, ?e ju? si? obudzi?em, wszyscy podeszli do mnie, a gdy zaczynali opatrywa? mi rany tych ju? nie by?o. Nie pami?ta?em nic od momentu zobaczenia czterech kreatur. Po kilkugodzinnym odpoczynku zgasili?my ognisko, a mi wr?ci?y si?y. Wsp?lnie oderwali?my jeden z rog?w martwych bestii i wyruszyli?my w drog? powrotn?. Szli?my korytarzem, a? dotarli?my do miejsca walki z orkami. Ca?y korytarz by? zasypany. Musia?em si? zastanowi? co mo?emy w tej sytuacji zrobi?, wi?c usiad?em na kamie?, ale nie zdo?awszy jeszcze niczego pomy?le? kamie? zapad? si? a ja razem z nim. Wpad?em w ogromn? dziur?. Musia?em ?le upa??, gdy? zn?w zemdla?em. Gdy si? obudzi?em nikogo nie by?o. Krzycza?em, lecz nikt nie odpowiada?. Otrzepa?em si? z kurzu i poszed?em korytarzem odp?dzaj?c od siebie paj?ki i nietoperze. Na ko?cu korytarza spostrzeg?em drzwi - wszed?em przez nie i by?em w ma?ej salce. Na ka?dym z czterech rog?w sali sta?a kamienna figura. Nie wiedzia?em co przedstawia, gdy? nigdy wcze?niej nie widzia?em czego? takiego. Po drugiej stronie sali ujrza?em drewnian? skrzyni?. Podszed?em do niej, lecz gdy chcia?em j? otworzy? co? mocno uderzy?o. Drzwi si? zamkn??y. Ruszy?em w ich stron? po czym chwyci?em za klamk?, jednak nie da?em rady ich otworzy?. Co? za mn? si? poruszy?o. Spojrza?em w lewy, g?rny r?g pomieszczenia. Nie widzia?em ?adnej z figur, a jedynie piedesta?y na kt?rych by?y wcze?niej ustawione. Przez ma?? dziur? wpada?y promienie s?oneczne. Co? zacz??o ?wieci? mi do oczu. Popatrzy?em w stron? tego czego? i co zobaczy?em? Kamienny pos?g zamachuj?cy si? na mnie mieczem. Odskoczy?em na bok i si?gn??em po bro?. Ku memu zdziwieniu niczego nie znalaz?em. M?j miecz zosta? na g?rze, przy kamieniu dzi?ki kt?remu spad?em w to okropne miejsce. Zaatakowa?em jeden z pos?g?w uderzaj?c go pi??ci?. Nie by? to jednak dobry pomys? - przecie? one by?y kamienne! Chyba po tym ciosie z?ama?em sobie r?k?. Nie mog?em ni? ruszy?. Pos?gi podesz?y do mnie – ko?o drzwi. By?y wolne, wi?c korzystaj?c z okazji podbieg?em do skrzyni i wyci?gn??em z niej pi?kny, rze?biony kostur z nieznanego mi materia?u. By? d?ugi, z nieznanym mi dot?d emblematem na ko?cu kija. Ledwo zd??y?em si? odsun??, a skrzynia by?a ju? zniszczona przez kamienne stwory. Us?ysza?em przestawianie si? zamk?w. Pobieg?em do drzwi i sprawdzi?em czy s? otwarte - o dziwo da?em rad? wyj??. Tym razem nie wraca?em do ko?ca korytarza, gdy? zauwa?y?em kamienne, kr?te schody prowadz?ce na powierzchni?…![]()
![]()
Cz??? IV - "?owcy Wampir?w"
zed?em do g?ry po schodach, widzia?em ?wiat?o dzienne, lecz nie mog?em doj?? do samej g?ry. Po kilkunastu minutach przestawiania n?g po kamiennych podwy?szeniach wreszcie stan??em na czubku schod?w. Nie by?em na powierzchni. By?em nadal w jaskini, a ?wiat?o kt?re widzia?em emanowa?o od emblematu na ?cianie przede mn?. By? on w kszta?cie s?o?ca, lecz z jednej strony nachodzi? na niego drugi – ksi??yc – od kt?rego emanowa?a mroczna energia. Ksi??yc zacz?? si? iskrzy?. Poch?on?? mnie czarny blask, lecz po chwili znikn??, a mym oczom ukaza?o si? dw?ch ludzi - byli odwr?ceni do mnie ty?em, wi?c chyba mnie nie widzieli. Na sobie mieli d?ugie czarne szaty, a na g?owie kaptury. Podszed?em do jednego z nich i dotkn??em go w rami?, aby si? obr?ci? – chcia?em zapyta? go, co to za miejsce i co oznaczaj? magiczne emblematy. Posta? od razu uderzy?a mnie w brzuch i rzuci?a o ?cian?. Mia?a tak ogromn? si??, ?e nie umia?em si? podnie??, nie wiedzia?em, co robi?. Przerwa?em im w jakim? wa?nym rytuale? A mo?e w?a?nie ??czyli si? z bogami? My?la?em, ?e zaraz si? o tym dowiem, gdy? zacz?li si? oni do mnie zbli?a?. Kilka krok?w ode mnie przystan?li a jeden z nich powiedzia? cichym g?osem „Czysta krew. Krew!”. Rzucili si? na mnie. Gdy byli ju? na tyle blisko, ?e widzia?em ich twarze, a dok?adne maski na nich zauwa?y?em dwa d?ugie k?y u ka?dego z nich. Po okrzyku i k?ach rozpozna?em, ?e to nie ludzie, ale wampiry, lecz dlatego, ?e nie mia?em ?adnej broni czeka?em bez ruchu - nie umia?em u?ywa? kostura. Wampiry doskoczy?y do mnie i zacz??y si? dobiera? do mojej krwi. Z trudem odrzuca?em je od siebie, lecz i tak zdo?a?y mnie poci?? d?ugimi pazurami. Po pierwszej ranie s?oneczny emblemat zacz?? mocniej ?wieci?. Po kolejnych jeszcze bardziej, a? w ko?cu, gdy moje r?ce by?y ju? ca?e we krwi ?wieci? tak mocno, ?e wampiry zacz??y znika?. ?wiat?o ich zabi?o. Wsta?em, i na resztkach si? podszed?em do znaku s?o?ca po czym go chwyci?em. Zn?w - jak w krainie umar?ych - o?lepi?o mnie bia?e ?wiat?o i obudzi?em si? tym razem nie w ?wi?tyni, lecz na ??ce – za miastem. By? pi?kny dzie?, cho? s?o?ce troch? razi?o mnie w oczy po tych kilku dniach sp?dzonych w podziemiach. Zauwa?y?em znak, podszed?em do niego i przeczyta?em jego tre??. Brzmia?a ona tak ona taka: „?miertelniku odejd? st?d”. Nie przestraszy?em si? ostrze?enia, lecz poszed?em dalej. Natrafi?em na ma?? osad?. Domy by?y drewniane, a teren na kt?rym le?a?a ca?kowicie oblany przez morze, by?o tylko jedno wej?cie – most. Przeszed?em po nim, i gdy zszed?em z mostu od razu powalono mnie na ziemi?. Nie wiedzia?em kto to zrobi?, gdy? nikogo wcze?niej nie widzia?em, a wioska wygl?da?a na dawno ju? opuszczon?. Ostatecznie, gdy mnie ju? zwi?zano, tajemniczy ludzie podnie?li mnie i wnie?li do ?wi?tyni, rzucaj?c mn? o marmurow? posadzk?. Podnios?em lekko g?owi? – gdy? na wi?cej nie pozwala?y mi wi?zy – i ujrza?em tron. Chwil? p??niej na tronie zasiad? ogromnej postury wojownik w czarnej szacie - on jako jedyny nie mia? kaptura – z blizn? na twarzy. Wygl?da?a jak zrobiona nie mieczem, lecz pazurem. Wojownik ten powiedzia? do mnie te s?owa: „Kim jeste? i czego tu szukasz?”. Odpowiedzia?em mu, ?e na imi? mam Selius, a wszed?em tutaj gdy? szuka?em pomocy – musia?em opatrzy? r?ce. Oczywi?cie k?ama?em o szukaniu pomocy, gdy? widzia?em znak z napisem odejd?. Kolos machn?? r?k?, i po chwili przyniesiono moje rzeczy i rzucono je przede mnie. Torb? rzucili osobno, a kostur, kt?ry znalaz?em obok. Wojownik w szacie wskaza? na kostur i krzykn?? do mnie „Sk?d to masz?!”. Odpowiedzia?em, ?e znalaz?em w skrzyni, w podziemiach starej wierzy - za?mia? si?. Po chwili powiedzia? „Zabierzcie go. Pokarzemy mu co tutaj robimy k?amcom”. Wyniesiono mnie przed g??bok? studni?, rozwi?zano i w?o?ono moj? g?ow? do wody – by?a ona tak lodowata, ?e po pierwszym zetkni?ciu z ni? ju? nie wytrzymywa?em. Robili tak jeszcze kilka razy, a? w ko?cu kto? zapyta? „B?dziesz teraz m?wi?, czy nie?”. Odpar?em, ?e m?wi?em prawd?. Zacz?to topi? mnie w wodzie, na jeszcze d?u?ej. Nie zliczy?em czasu, jak d?ugo to robiono, gdy? nie mia?em ju? si?y. Wreszcie, gdy po raz kolejny wyci?gni?to moj? g?ow? z wody ujrza?em mnicha w br?zowej szacie. Tak, pomy?la?em - to by? Cipfried. Podszed? do wojownika kt?ry przedtem siedzia? na tronie i zacz?? z nim rozmawia?. Ma?? chwil? p??niej us?ysza?em „Rozwi?za? go”. By?em wolny. Cipfried powiedzia?, ?e odprowadzi mnie do miasta. Zabra?em swoje rzeczy z kosturem w??cznie i gdy wyszli?my z osady zacz??em pyta?, kim oni byli, i dla czego pytali o m?j kostur. Cipfried nie chcia? mi nic powiedzie?, a? ostatecznie wydusi?em z niego s?owa „?owcy Wampir?w”. Na pocz?tek przerazi?em si?, ale po chwili pyta?em dalej: „Dlaczego chcieli wiedzie? sk?d mam kostur, i dlaczego jest on taki wa?ny?”. Mnich zatrzyma? si? i odpowiedzia? „Je?li naprawd? ty go znalaz?e? to dowiesz si? do czego s?u?y w odpowiednim czasie”. Ruszyli?my w dalsz? drog?. Byli?my ju? niedaleko miasta, ?ciemnia?o si?. M?j by?y nauczyciel podbieg? do najbli?szego drzewa i schowa? si? za nim - pocz?tkowo nie wiedzia?em co si? dzieje, ale rozkaza? mi zrobi? to samo. Po chwili widzieli?my kolumn? nieumar?ych maszeruj?cych w stron? miasta…![]()
![]()
Je?li przeczyta?e? -

Na twoim komentarzu zale?y mi bardziej ni? na reputacji, ale je?li chcesz -
Spokojnie m?g?by? takim j?zykiem napisa? niejedn? przygodow? ksi??k?. Pozdrawiam
Jestem ciekawy co b?dzie dalej
Bardzo mi si? podoba, ale nie pasuje kilka s??w, zda? :